Na większą chwałę Pana!

Diakonia Komunikowania Społecznego zaprasza do wywiadów z diakoniami naszej archidiecezji – rozpoczynamy od Diakonii Uwielbienia!

Elżbieta Godzierz: Szczęść Boże i cześć! Przedstawcie się proszę i powiedzcie kilka słów o sobie.

Odpowiedzialna Maria Sito: Skończyłam ratownictwo medyczne. W  ostatnim czasie kończyłam studia, posługę jako odpowiedzialna w oazie parafialnej oraz rejonie, przekazałam odpowiedzialność kolejnym osobom. W Ruchu teraz jestem odpowiedzialną za Diakonię Uwielbienia, a życiowo będę głównie skupiać się na pracy. W wolnym czasie uwielbiam jeździć na „górskie tripy” – Bieszczady, Beskidy, a nawet Tatry. Niesamowicie lubię wędrować, zachwycać się widokami, obserwować cały świat. Poza tym lubię czytać książki – głównie literaturę teologiczno-duchową, ale ostatnio też czuję przesyt, dlatego przerzuciłam się na kryminały czy beletrystykę.

Moderator Adrian Chojnicki: Ja też bardzo kocham góry, mam wielkie zamiłowanie do Tatr – Dolina Pięciu Stawów, Czerwone Wierchy i Orla Perć – to naprawdę piękne miejsca. Poza tym to Beskid Żywiecki, moim ukochanym szczytem jest Rysianka. Od 7 lat jestem księdzem, tutaj na parafii (Rybnik, parafia pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus) posługuję od 5 lat. Co roku prowadziłem rekolekcje, wcześniej, na poprzedniej parafii, miałem przyjemność być Moderatorem rejonowym. Tutaj cały czas prowadzę młodzieżówkę, mam też kręgi Domowego Kościoła. Jeśli chodzi o inne aktywności, to bardzo lubię sport – siatkówkę, kocham też teatr i spotykać się z ludźmi, kocham każdego człowieka.

Początki…

Ela: Skąd pomysł na Diakonię Uwielbienia?

Maria: Pod koniec Szkoły Animatora siedziałam w kaplicy i rozmawiałam z Jezusem na temat tego, że nie czuję, żeby było dla mnie miejsce w Ruchu i nie wiem, czy mam przyjmować Błogosławieństwo Animatora. Mimo tego, że jest wiele inicjatyw, diakonii, to w żadnej się nie widziałam. Wcześniej też żyłam duchowością charyzmatyczną, uwielbieniową i to odkrywałam jako moje miejsce. Jednak w Ruchu nigdy nie potrafiłam tego odnaleźć, czułam, że ludzie się tego bali, a jak próbowałam coś wprowadzać to podchodzili do tego z dystansem. Jezus pokazywał mi wtedy, że mogę odejść i poszukać gdzieś swojego miejsca albo zostać i stworzyć tę przestrzeń. Pokazał mi, że takich ludzi jak ja jest w Ruchu więcej. Poszłam na rozmowę, żeby uporządkować to, co mam w sercu, jak to widzę i wtedy usłyszałam, że może warto zebrać ludzi i coś stworzyć. Wtedy też pomyślałam o księdzu Adrianie, z którym już wcześniej posługiwałam i miałam doświadczenie wzrostu duchowego. Podsumowując, ta diakonia powstała z potrzeby mojego serca.

Ela: Właściwie to chyba nie tylko z Twojej potrzeby serca?

Maria: Rzeczywiście, to była moja inicjatywa, ale też spotkania i czas pokazują, że nie tylko ja miałam taką potrzebę serca.

Ela: A co Ksiądz pomyślał, kiedy Marysia przyszła z takim pomysłem?

Ks. Adrian: Pomyślałem, że coś jest na rzeczy. Widziałem, że Marysia ma do tego zapalone serce. Jestem wizjonerem, więc kiedy Maria opowiadała o swoim pomyśle, to ja miałem już w głowie plan jego realizacji. Czasami kiedy ktoś przedstawia mi jakiś pomysł, to w myślach planuję, jak można go zrealizować. Rzeczywiście, po naszej rozmowie ja również miałem to pragnienie w sercu. Jest dla mnie ogromną radością, że mogę w tym uczestniczyć i działać. Kocham spotykać się we wspólnocie i uwielbiać Jezusa, często to robię. Pomyślałem, że to jest dobry pomysł, bo dochodziły mnie słuchy, że w Ruchu nie ma życia. Wtedy też postawiłem sobie pytanie: co ja mogę dać Ruchowi Światło-Życie? Prowadzę rekolekcje, próbuję wprowadzać młodych w głąb, żeby prawdziwie poznawali Jezusa i widzę, że oni to przyjmują z radością. Moje doświadczenie rekolekcji jest takie, że jak uczestnicy przychodzą na pierwszą modlitwę, to starają się być. A jak już przychodzą na ostatnią, to mają doświadczenie dużej wolności – nie myślą o ciele, o tym, czy ktoś na nich patrzy, ale o tym, że spotykają się z Jezusem. Nie chodzi o to, że muszą jakoś gestykulować, ale po prostu czują się wolni przed Jezusem. Widzę wprowadzanie młodych ludzi w taką modlitwę jako konkretny dar, który dał mi Bóg, żebym mógł nim służyć Kościołowi. Dlatego w momencie, w którym przyszła Marysia z pomysłem utworzenia Diakonii Uwielbienia, to zrodziło się we mnie pytanie: czy ja mam możliwości czasowe?

fot. Dominik Kozok

Ela: A czy na tej drodze tworzenia nowej diakonii doświadczyliście jakichś trudności?

Ks. Adrian: W sumie nie!
Maria: Ja troszkę trudności doświadczyłam. Głównie polegały one na tym, że w naszej Archidiecezji jest już Diakonia Modlitwy, a uwielbienie jest przecież formą modlitwy. Padały różne głosy, że po co my to tworzymy, czemu nie zaangażujemy się w istniejącą już diakonię. Myślę jednak, że wynikało to z niezrozumienia, może z jakiegoś lęku przed tym, co nowe. Nasza wizja jest taka, że nie koncentrujemy się tylko na uwielbieniu jako modlitwie, ale ma to być całe nasze życie – oddawanie Chwały Jezusowi w różnych przestrzeniach.  

Ela: To rzeczywiście mogło hamować Wasz wzrost.

Ks. Adrian: Ja kocham Ruch, ale nie wzrastałem w nim od maleńkości. Na studiach w Seminarium byłem trzy razy na rekolekcjach, a później co roku sam prowadziłem. Działam też w szkole, w Odnowach, w różnych grupach i wspólnotach. Patrzę tak bardziej eklezjalnie, nie czuję się tak osadzony w Ruchu. Czuję się w Ruchu bardzo świeży i widzę, że mogę mu czymś służyć. Mam takie osobiste przekonanie, że ks. Blachnicki dzisiaj działałby inaczej, że jest aktualnie duża potrzeba ożywienia wspólnoty. Dlatego też chcieliśmy działać, stworzyć Diakonię.
Maria: Jak spotkaliśmy się z Księdzem, to razem się modliliśmy. Na modlitwie dostałam obraz, że Jezus chce budować z żywych kamieni – każdy z nas ma inny kolor, a te rezonują na innych. To był dla mnie przekaz, że jesteśmy różni, ale to dzieło może być ważne, żebyśmy mogli czerpać i przekazywać to życie dalej do naszych mniejszych wspólnot. Nie bierzemy tylko dla siebie, ale dla całego naszego życia.

Spotkać się i uwielbiać!

Ela: Opiszcie jak wyglądają Wasze spotkania.

Ks. Adrian: Zaczynamy od Eucharystii, potem uwielbienie. Po uwielbieniu siedzimy w okręgu i dzielimy się modlitwą – co dla każdego z nas ważnego wydarzyło się na modlitwie. To jest ciekawe, bo żeby wzrastać w modlitwie, dobrze jest dzielić się doświadczeniem Boga, Jego działania. Przychodzą też różne słowa poznania, obrazy i każdy tak naprawdę dzieli się tym, czym chce. Wydaje mi się, że jak człowiek nie ma takiej bariery w modlitwie, to wchodzi w nią i to zwyczajnie w świecie „płynie”. Później jeszcze mamy punkt formacyjny, gdzie w mniejszych grupach omawiamy kolejne fragmenty z Dziejów Apostolskich. Kończymy jedzeniem, taką agapą, więc ta część formacyjna trwa od 18:00 do 21:00. Jeśli ktoś dojeżdża wiele kilometrów to chciałbym, żeby wyjechał wzmocniony, z przekonaniem, że warto było przyjechać. Ja widzę, że się rozwijam, że jestem coraz bliżej Jezusa.
Maria: Podczas dzielenia modlitwą omawiamy, dlaczego śpiewane były konkretne pieśni. Chcemy zwracać uwagę, że to, czym się modlimy, nie jest po prostu śpiewaniem piosenek czy skakaniem. To, czym my się modlimy, ma realny wpływ na nasze życie, my oddajemy się Duchowi Świętemu. Z naciskiem na to, że to, co dzieje się na modlitwie, jest niesamowicie ważne, to nie jest odbębnienie uwielbienia.

Ela: A czym dla Was jest uwielbienie?

Ks. Adrian: Uwielbienie nie jest celem samym w sobie, ale to strategia, jak być zjednoczonym z Jezusem. Ja w uwielbieniu jestem z Jezusem, jestem na Nim skoncentrowany, ja pozwalam Mu się przenikać. To jest dla mnie najpiękniejszy sposób na bycie w komunii z Nim. Wiele osób to przeżyło, że spotykamy się sercami, że się w tym rozumiemy, że tworzymy jedność ze sobą i razem z Nim. Pierwsze co nam zarzucają, to poleganie na emocjach, a tak właściwie to my najpiękniej spotykamy się z Bogiem wtedy, kiedy nic nie jest w nas pohamowane – ani ciało, ani emocje – kiedy my w pełni wyrażamy siebie. Ja w tym widzę ogromne bogactwo. Widzę, że wiele osób się dzięki temu uwalnia i rozwija relację z Bogiem. Na rekolekcjach mieliśmy różne formy modlitwy – modlitwę w ciszy, adorowanie Krzyża, nie zawsze musi być „łubudubu”. Tylko dlaczego czasami nie wykrzyczeć Chwały Boga? Ogłosić Jego wielkości?

Ela: Powiedzieliście, że widzicie, że dla innych te spotkania są ważne, istotne, a co w takim razie dla Was było najcenniejszego?

Maria: Mnie poruszyło, że ludzie naprawdę przyjechali dla Jezusa, że na tej modlitwie naprawdę byli skoncentrowani na Jezusie. Potem słyszałam różne głosy, że jak teraz przyjadą do siebie na oazę to zrobią uwielbienie dla swojej wspólnoty. Poruszyło mnie to, że zobaczyłam, że to będzie miało realny wpływ na oazy. Widziałam, jak Jezus zmienia ich serca, ich podejście, widziałam, jak ludzie przyjeżdżają dla Jezusa.
Ks. Adrian: Dla mnie istotne było to, czy takie spotkania ludzi wzmacniają, czy ludzie z tej inicjatywy korzystają. Chciałem zobaczyć, czy to będzie się cieszyło zainteresowaniem i okazało się, że tak, że to jest niezwykle ważne – na pierwszym spotkaniu było 30 osób, na kolejnym – 50.  Na nic się nie nastawiałem, byłem przygotowany na wszystko, a to było naprawdę miłe zaskoczenie. Widzę też, że są osoby, które były z nami na rekolekcjach, a teraz te osoby przyjeżdżają. Dzięki temu, że wtedy otwarły się na modlitwie, teraz łatwiej im bardziej poznawać Boga. Mi najbardziej zależy na tym, żeby uczestnicy rekolekcji czy osoby przyjeżdżające na diakonie potrafiły koncentrować swoje życie na Jezusie.

Ela: Jakie macie wnioski po dotychczasowych spotkaniach?

Ks. Adrian: Radość, wiele radości. Wniosek jest na pewno taki, że diakonia cieszy się dużym zainteresowaniem, więc warto to robić. Warto wprowadzać w to ludzi. Podjęliśmy się też konkretnych dzieł – chociażby wyjazd z diakonią na weekend.
Maria: To też jest niesamowite, iż właśnie dzięki temu, że zaczęliśmy robić coś nowego, napisał do mnie człowiek z Domowego Kościoła z diecezji sosnowieckiej. Usłyszeli o diakonii i postanowili, że chcieliby spróbować u siebie coś takiego zrobić. Dla mnie to jest ciekawe, że jak ja się przełamałam, pomysł został zrealizowany, to wiele osób zaczęło dostrzegać przestrzeń, by tworzyć coś nowego.

Przyszłość w Ruchu

Ela: A jakie jeszcze macie plany na przyszłość?

Ks. Adrian: Będziemy się spotykać, wzrastać, chcemy bardziej wyposażyć ludzi.
Maria: Prowadzimy też uwielbienia, krótkie konferencje na temat tego, czym w ogóle jest uwielbienie. Pragniemy ożywiać małe oazy takim darem.

Ela: Czego mniejsze wspólnoty mogą od Was oczekiwać jako diakonii?

Ks. Adrian: Tych wspólnot jest wiele w diecezji, dlatego dla mnie ważne jest, by osoby prowadzące te wspólnoty, liderzy mogli czerpać z naszych spotkań pełnymi garściami. Chcemy ubogacać cały Ruch. Przyjeżdżają do nas też osoby, które są modlitewnymi na rekolekcjach. To mój taki „focus”, żeby troszczyć się o liderów, o tych, którzy mają pierwszą styczność z młodzieżą. Jeśli współpracuję z mocną odpowiedzialną, mocną ekipę, to Boże Błogosławieństwo płynie razem z tym. Ja bym chciał, żeby były takie przestrzenie, gdzie ktoś naprawdę chce przyjechać i wie, że warto, gdzie może wzrastać w posłudze. Takie przestrzenie, gdzie my możemy być razem, niesformalizowane, ale zwyczajne spotkanie w doświadczeniu Boga. Dla mnie w Ruchu brakuje takich osób porywających w byciu z Bogiem, takich zakochanych w Bogu. Stąd chcemy działać, żeby tych osób było jak najwięcej.
Maria: Kilka razy zdarzyło się też, że modliliśmy się za Ruch, wstawialiśmy się za jego członków. To też mam w sercu, żeby to życie płynęło. Gdyby np. jakaś wspólnota miała problemy, to polecamy się jako osoby do modlitwy za nie.

Ela: A jest coś czego oczekujecie od Ruchu – od odpowiedzialnych, animatorów?

Ks. Adrian: Ja potrzebuję tego, żeby oni się tym naprawdę cieszyli, tą diakonią. Chciałbym, żeby nie tylko animatorzy, ale też kapłani spróbowali, przyjechali, doświadczyli. To by mi się marzyło, żeby to była przestrzeń, gdzie nawet kapłani będą chcieli przyjechać, być w tym doświadczeniu uwielbienia. Oczekiwałbym takich ludzi z pasją w byciu z Jezusem, żeby właśnie korzystali z diakonii i żyli tym.
Maria: Ja mam bardzo mocno w sercu jedność. Nawet jeśli to nie jest czyjaś duchowość, jeśli się w tym nie odnajduje, to w imię jedności przyjdzie, zobaczy, porozmawia o tym, po prostu będzie otwarty. Widzę, że jest coraz lepiej.

Ela: Jakbyście chcieli, żeby po roku pracy było owocem działania diakonii?

Ks. Adrian: Dla mnie celem jest wzrastanie tych osób, tworzenie środowiska wiary. Chciałbym, żeby to tworzyło relacje w oazie, tworzyło relacje w Ruchu, żebyśmy razem mogli tym służyć. Chciałbym, żeby to budziło takie głosy, że uwielbienie jest naprawdę piękną formą modlitwy. Wyjść z poczucia lęku, że ktoś zostanie zgaszony przez ludzi w Ruchu. Chciałbym, żeby ta mentalność się przemieniała, żeby takie formy modlitwy były przyjmowane. Niestety często kiedy ktoś tak nie potrafi, to neguje, zatem pragnę, by było więcej ludzi „oswojonych” z uwielbieniem.
Maria: Ja mam bardzo mocno w sercu te relacje, relacje Królestwa Bożego. Bardzo mocno wierzę w to, że Duch Święty chce nas tam wyposażać w różne dary, charyzmaty, żeby ludzie czuli się tu bezpiecznie, by stawiali pierwsze kroki w tym. Dla mnie to będzie wielka radość widzieć osoby, które będą tym, co doświadczyły na spotkaniu diakonii, służyć w swoich wspólnotach i cieszyć się tym.

Ela: Życzę Wam tego, żeby ta pasja do bycia z Jezusem, do bycia z innymi w Was wzrastała i żeby nie została zgaszona przez Ruch. Obyśmy wszyscy umieli być tak otwartymi na to co, nowe i obyśmy potrafili uwielbiać Jezusa całym swoim życiem.

Nie znaleziono wydarzeń.